Łódź, Gorzkowice i Ostrów Wielkopolski. Trzy lokalizacje, trzy dni szkoleń i około 300 pracowników.
To kolejny projekt, który realizowaliśmy dla Consolis, firmy z obszaru budownictwa, w ramach oferty eventowych i safety day. Z ofertą można zapoznać się tutaj. Z większością uczestników spotykamy się regularnie już od kilku lat i właśnie ta ciągłość współpracy pozwoliła nam przygotować tegoroczny Safety Day trochę inaczej.
Nie musieliśmy zaczynać od podstaw. Mogliśmy szybko przypomnieć najważniejsze elementy, poprawić to, co wymagało korekty, a później przejść do nowych tematów i bardziej rozbudowanych ćwiczeń.

Safety Day, w którym naprawdę się ćwiczy
Przy projekcie pracowało 7 instruktorów i 3 pozorantów. Przywieźliśmy również dużą ilość sprzętu szkoleniowego – fantomy, AED treningowe, sprzęt do wentylacji, wyposażenie do ćwiczeń urazowych oraz materiały potrzebne do realizacji przygotowanych scenariuszy.
Duża liczba stanowisk i instruktorów nie była przypadkowa.
Przy Safety Day mamy ograniczony czas, a jednocześnie chcemy uniknąć sytuacji, w której większość grupy stoi i obserwuje, jak ćwiczą dwie albo trzy osoby.
Dlatego organizujemy zajęcia tak, aby w krótkim czasie wykonać możliwie dużo powtórzeń.
Uczestnicy zmieniają stanowiska, role i zadania. Instruktorzy są cały czas obok, na bieżąco poprawiają technikę i zwracają uwagę na najważniejsze elementy.
Dzięki temu każdy ma możliwość rzeczywiście przećwiczyć omawiane zagadnienia, a nie tylko zobaczyć ich demonstrację.
Najpierw powtórka, później kolejny poziom
Przy grupach, które szkolimy kolejny rok, nie widzimy sensu w prowadzeniu za każdym razem identycznego szkolenia.
Podstawowe umiejętności oczywiście wracają. RKO, AED, ocena przytomności i oddechu czy postępowanie przy utracie przytomności wymagają regularnych powtórek.
Ale z każdym kolejnym spotkaniem możemy dołożyć coś więcej.
W tym przypadku większy nacisk położyliśmy na resuscytację krążeniowo-oddechową z wykorzystaniem AED, a dodatkowo wprowadziliśmy ćwiczenia z wentylacji workiem samorozprężalnym.
To nie jest element, który dokładamy automatycznie do każdego kursu.
Wprowadzamy go przede wszystkim tam, gdzie uczestnicy mają już wcześniejsze doświadczenie szkoleniowe i dobrze opanowane podstawy. Dzięki temu można spokojnie przejść do kolejnych umiejętności, zamiast próbować przekazać zbyt dużo podczas jednego spotkania.
Ćwiczenia z wentylacji prowadziliśmy w kontrolowanym schemacie, między innymi z wykorzystaniem tzw. podwójnego CE, zwracając uwagę przede wszystkim na szczelność maski, prawidłową technikę i skuteczność wentylacji.
Nie chodziło o to, żeby zrobić z pracowników personel medyczny. Chodziło o stopniowe oswajanie ich z kolejnym sprzętem i rozwijanie umiejętności w grupie, która szkoli się regularnie.

Nie tylko RKO
Safety Day obejmował znacznie więcej niż zatrzymanie krążenia.
Jednym z ćwiczonych zdarzeń był wypadek motocyklowy. Tutaj uczestnicy musieli zwrócić uwagę nie tylko na same obrażenia, ale również na bezpieczeństwo miejsca zdarzenia, ocenę poszkodowanego i właściwą kolejność wykonywanych czynności.
Ćwiczyliśmy również:
- resuscytację osoby dorosłej i dziecka,
- wykorzystanie AED,
- utratę przytomności i zasłabnięcia,
- ocenę stanu poszkodowanego,
- wykorzystanie leków i preparatów spotykanych w pierwszej pomocy,
- urazy i zmiażdżenia,
- zdarzenia charakterystyczne dla środowiska produkcyjnego,
- pracę kilku osób przy jednym poszkodowanym.
Część ćwiczeń miała formę krótkich stanowisk, a część prostych scenariuszy z wykorzystaniem pozorantów.
Dzięki temu uczestnik nie otrzymywał od razu informacji: „teraz ćwiczymy utratę przytomności”. Najpierw musiał podejść do sytuacji, ocenić ją i zdecydować, co zrobić.
To niewielka różnica organizacyjna, ale w praktyce bardzo zmienia sposób szkolenia.

Dużo powtórzeń zamiast długiego wykładu
Przy projektach tego typu staramy się ograniczać teorię do informacji, które rzeczywiście są potrzebne do wykonania zadania.
Po krótkim wprowadzeniu uczestnicy przechodzą do ćwiczeń.
Instruktor obserwuje, poprawia, pozwala wykonać kolejną próbę i dopiero później grupa przechodzi dalej.
W ciągu dnia robimy również krótkie podsumowania poszczególnych bloków. To moment na uporządkowanie informacji, omówienie najczęstszych błędów i przypomnienie najważniejszych zasad.
Podczas tegorocznej edycji wprowadzaliśmy również aktualne informacje wynikające z obowiązujących zaleceń i wytycznych Europejskiej Rady Resuscytacji.
Dzięki temu osoby, które szkoliły się z nami wcześniej, nie tylko powtarzały znane czynności, ale wychodziły ze szkolenia z uaktualnioną wiedzą.
Kilka lat współpracy robi różnicę
Największą wartością takich projektów jest dla nas ich ciągłość.
Jeżeli wracamy do tej samej firmy kolejny rok, znamy już środowisko pracy, charakter zakładu oraz poziom uczestników. Wiemy również, jakie elementy były realizowane wcześniej.
Możemy więc planować następne szkolenie jako kolejny etap, a nie osobne wydarzenie oderwane od poprzednich.
Pierwsze szkolenie może koncentrować się na podstawach. Następne pozwala zwiększyć liczbę scenariuszy. Kolejne wprowadzić dodatkowy sprzęt albo trudniejsze sytuacje.
Z czasem widać też zmianę po stronie samych uczestników. Mniej czasu zajmuje tłumaczenie podstawowych zasad, a więcej można przeznaczyć na ćwiczenie techniki, współpracę i podejmowanie decyzji.
I właśnie dlatego zależy nam na regularności.
Nie chcemy raz w roku pojawić się w firmie, przeprowadzić szkolenia według tego samego schematu i wrócić za dwanaście miesięcy z identycznym programem.
Jeżeli współpracujemy z klientem przez kilka lat, program również powinien się rozwijać.
Jak przygotowujemy Safety Day?
Projekt dla Consolis dobrze pokazuje sposób, w jaki podchodzimy do większych realizacji.
Najpierw ustalamy liczbę uczestników, czas dostępny na szkolenie i najważniejsze zagrożenia charakterystyczne dla danego miejsca.
Na tej podstawie dobieramy liczbę instruktorów, stanowiska, sprzęt oraz scenariusze.
Jeżeli w szkoleniu bierze udział kilkaset osób, nie próbujemy przepuszczać wszystkich przez jedno stanowisko. Budujemy kilka równoległych miejsc ćwiczeń i tak planujemy rotację, aby jak najwięcej czasu uczestnicy spędzili na wykonywaniu konkretnych czynności.
Przy tej realizacji oznaczało to:
3 dni szkoleniowe, 3 lokalizacje, około 300 uczestników, 7 instruktorów, 3 pozorantów oraz dużą ilość sprzętu pracującego równocześnie na wielu stanowiskach.
To właśnie organizacja całego projektu decyduje później o tym, czy Safety Day będzie pokazem pierwszej pomocy, czy rzeczywistym szkoleniem.
My zdecydowanie wybieramy tę drugą opcję.
Safety Day jako element dłuższego programu
Jednorazowe szkolenie może przypomnieć zasady pierwszej pomocy.
Regularne szkolenia pozwalają zrobić znacznie więcej.
Można obserwować postęp, wracać do trudniejszych elementów, zwiększać poziom ćwiczeń, wprowadzać nowe rozwiązania i przede wszystkim utrzymywać umiejętności pracowników przez kolejne lata.
Projekt realizowany w Łodzi, Gorzkowicach i Ostrowie Wielkopolskim był właśnie takim kolejnym etapem.
Nie zaczynaliśmy od zera.
Sprawdziliśmy to, co uczestnicy już potrafią, przypomnieliśmy najważniejsze elementy, dołożyliśmy nowe umiejętności i ponownie przećwiczyliśmy wszystko w praktyce.
I za rok nie musimy zaczynać od początku.

